piątek, 21 marca 2014

11.

               Amy rozejrzała się dookoła. Ciągle miała wrażenie, że ktoś za nią idzie, ale gdy się oglądała – nie było nikogo. Po raz kolejny westchnęła zirytowana. Ten strach stał się jej obsesją, czuła się okropnie idąc do domu po pracy. Na swoje szczęście założyła wygodne adidasy, więc postanowiła pokonać drogę do domu biegiem.
               Wchodząc do budynku zajrzała do swojej skrzynki pocztowej. Wyciągnęła z niej kilka listów. Nie trudziła się przeglądaniem korespondencji, postanowiła zrobić to w domu. Czuła się bezpieczniej, gdy była za zamkniętymi drzwiami budynku. Ciągle bała się tego, co może wymyślić Danielle.
               A z drugiej strony chciała już to przeżyć, by jak najszybciej móc stanąć na nogi. Albo i nie.
               Wychodząc z windy pokonała zaledwie kilka kroków. Stanęła jak wryta, patrząc wprost na drzwi wejściowe. Jej serce stanęło, by po sekundzie wrócić do pracy na pełnych obrotach. Poczuła jak jej nogi robią się z waty, ale nie pozwoliła sobie na upadek. Zacisnęła usta i podeszła do drzwi.
               „ODLICZAJ DNI DO ŚMIERCI SKARBIE” – taki napis widniał na jej drzwiach. Przymknęła oczy, wciągając głośno powietrze przez usta. Zebrała myśli, po czym otworzyła drzwi kluczem. Wiedziała, że Kate wróci za kilka godzin, więc miała szansę pozostać niezauważona.
               Nikt nie potrzebował rozgłosu, a ona tym bardziej. Rzuciła torebkę w przedpokoju, zrzuciła kurtkę i pobiegła do łazienki. Nalała ciepłej wody do niewielkiej miski. Gdzieś w szafce znalazła produkt do mycia drewna. Zabrała jeszcze ściereczkę, po czym wyniosła to wszystko przed mieszkanie. Zamknęła drzwi i zmoczyła szmatkę w wodzie zmieszanej z płynem.
               Potrzebowała dziesięciu minut by pozbyć się napisu wykonanego czerwoną szminką. Przez cały ten czas czuła jak wściekłość buzuje w jej żyłach. W tej chwili oddałaby wszystko, by stanąć twarzą w twarz z kobietą, która próbowała zniszczyć jej życie. Choć tak właściwie to mógł być każdy, kto jej nienawidził. A pewnie nazbierała ich się spora grupka.
               Kiedy upewniła się, że na drzwiach nie została żadna plama, zaniosła wszystkie rzeczy do łazienki. Wylała wodę, miskę schowała. Płyn odłożyła na miejsce, a ściereczkę wyprała w dłoniach i zawiesiła na suszarce. Wszystko to robiła jak na autopilocie, czując się wypompowaną z wszelkich uczuć.
               Nawet nie trudziła się w szukaniu ubrań na zmianę. Rozebrała się i weszła pod prysznic, puszczając gorącą wodę. Stojąc w jej strumieniach patrzyła się tępo przed siebie. Dlaczego ona? Dlaczego to właśnie jej zawsze wszystko się psuło?
               Wzruszyła ramionami. Wycisnęła na dłoń odrobinę szamponu miętowego i wmasowała go w swoje włosy. Spłukała go wodą, patrząc jak odpływa w brodziku. Umyła swoje ciało cytrusowym żelem pod prysznic, po czym pozwoliła by spłynął z niej wraz z gorącymi strumieniami. Gdzieś w oddali usłyszała dzwonek swojego telefonu. Zignorowała go, zakręcając wodę.
               Wyszła spod prysznica, owijając się w ręcznik. Wytarła włosy patrząc w lustro. Wyglądała bladziej niż zwykle, ale czuła się dobrze. Przez myśl przeszło jej, że przecież nic się nie stało. Uśmiechnęła się do siebie ponuro, owijając się w swój ulubiony szlafrok. Wrzuciła ubrania do kosza na bieliznę, gdyż nie zrobiła tego wcześniej.
               Jej telefon w dalszym ciągu dawał o sobie znać, ale nie śpieszyło jej się do odebrania połączenia. Udała się do kuchni i wyciągnęła z lodówki butelkę wina. Nalała sobie niemalże pełen kieliszek. Dopiero gdy upiła kilka łyków, mogła rozmawiać z ludźmi. Wyciągnęła z torby telefon, po czym oddzwoniła do Harry’ego, który najwyraźniej miał coś pilnego do powiedzenia.
-Amy, w końcu – westchnął chłopak zamiast powitania. Brunetka upiła łyk wina.
-Też dobrze cię słyszeć, przyjacielu – mruknęła, podchodząc do drzwi wejściowych. Wcześniej nie zamknęła ich na klucz, więc zrobiła to teraz.
-Masz chwilę czasu? Możesz wejść na skype’a? – zapytał chłopak, nadal nic nie robiąc sobie z tego, że się nie przywitał. Amy wywróciła oczyma, wchodząc do salonu. Usiadła na kanapie i postawiła kieliszek na stoliku. Z półeczki pod nim wyciągnęła laptopa i położyła go wyżej. Otworzyła go i włączyła.
-Daj mi trzy minuty – westchnęła. Rozłączyła się nie czekając na odpowiedź Harry’ego. W międzyczasie włączyła telewizor na stację muzyczną i wypiła wino ze swojego kieliszka.
               Kiedy laptop już się włączył, otworzyła Skype’a i zadzwoniła do Stylesa. Udała się do kuchni, a gdy wróciła z butelką wina Harry już siedział po drugiej stronie. Pomachała mu dłonią w której nie miała nic, po czym usiadła na kanapie i napełniła swój kieliszek.
-Wszystko okej? – zapytał Harry, patrząc jak Amy rozsiada się na kanapie i upija kilka łyków wina – Bo nie wyglądasz dobrze.
-Wyszłam spod prysznica, nigdy nie wyglądam dobrze z mokrymi włosami – wzruszyła ramionami – Co się stało?
-Potrzebuję twojej rady.
*
               -O której jest przylot? – zapytała Kate, robiąc sobie koka z włosów. Amy skończyła zapinać błękitną koszulę.
-Coś koło piętnastej – odparła, wsuwając koszulę w skórzane spodnie. Poprawiła ją na sobie, przyglądając się w lustrze.
-Mamy dwie godziny. Może pójdziemy na jakąś kawę? Niezbyt dobrze wyglądasz, a mi też przydałaby się kofeina w żyłach – zaproponowała Kate. Amy westchnęła cicho, biorąc ze swojego biurka szklankę z wodą i wcześniej przygotowaną tabletkę przeciwbólową. Położyła sobie lekarstwo na języku po czym przełknęła je, popijając.
-Kac morderca nie ma serca – burknęła, odstawiając szklankę na biurko. Zeszłego wieczoru wypiła całą butelkę wina w samotności i chyba nie wpłynęło to dobrze na jej zdrowie.  Wzięła z komody swoje kosmetyki i stanęła przed lustrem. Nałożyła podkład, by jakoś trochę ukryć ślady zmęczenia. Zrobiła sobie kreski eyelinerem, po czym wytuszowała swoje rzęsy.
-Mogłaś na mnie poczekać. Też chciałam się napić. Tylko że jak ja wróciłam to ty już spałaś na kanapie – uśmiechnęła się Kate. Amy zgromiła ją wzrokiem i wzięła nagrzaną prostownicę. Wyprostowała swoje włosy, wysłuchując monologu swojej przyjaciółki na temat tego, jak bardzo tęskni za swoim chłopakiem.
               -Czasem brzmisz jak płytka blondynka. Aż się nie chce wierzyć, że jesteś inteligentną osobą – zaśmiała się Amy, wyłączając prostownicę z prądu. Poprawiła swoje włosy, po czym schowała kosmetyki do szuflady. Założyła na rękę bransoletkę i odwróciła się w stronę Kate. Blondynka siedziała na łóżku, wymachując nogami. Ubrana była w jasne jeansy i białą koszulkę z nadrukiem.
-Ty za to czasem brzmisz jak moja babcia – wzruszyła ramionami blondynka. Amy wywróciła oczyma
-Ale refleks to ty masz całkiem niezły. Powiedziałabym, że niczym ten, którzy mają szachiści.
-Dobra, chodźmy już  na tą kawę.
*
               Wchodząc na halę przylotów, obie odetchnęły z ulgą. Tutaj nie wolno było przebywać fanom, którzy z niecierpliwością wyczekiwali swoich idoli, a także paparazzi nie mieli tutaj wstępu. Cisza i niczym nie zmącony spokój. Kilkanaście osób oczekujących swoich bliskich, rozmawiających między sobą o przeróżnych błahostkach.
               Amy zajęła miejsce na jednym z niebieskich krzesełek, postawionych w rzędzie. Kate zajęła jedno obok niej, przyglądając się białym drzwiom, w których za jakieś pół godziny powinni pojawić się chłopcy.
               Brunetka natomiast z zaciekawieniem oglądała kremowe płytki, błyszczące się tak jakby ktoś dopiero je umył. Od ostatnich kilkudziesięciu minut nie potrafiła wyzbyć się dziwnego przeczucia, że coś jest nie tak. Wiedziała, że z Liamem wszystko w porządku, ale to nie miało związku z nim. Wczorajsza niespodzianka na drzwiach nie potrafiła dać jej spokoju.
               Oparła głowę na otwartych dłoniach, wzdychając głęboko. Cieszyła się, że Kate myśli o tym, jak bardzo tęskni za swoim chłopakiem. Nie chciała, żeby uwaga blondynki skupiła się na niej. Musiałaby szybko wymyślić wymówkę, a nie miała żadnego pomysłu. Czuła pustkę, tak ogromną, że nie potrafiła sobie z nią poradzić.
               A co jeśli to pierwsze i ostatnie ostrzeżenie? Jeśli ten, kto jej groził, postanowi spełnić swoją obietnicę szybciej niż się spodziewała?  Co jeśli nie będzie musiała odliczać dni, bo stanie się to tak szybko, że nawet nie zdąży zacząć ich liczyć?
-O czym myślisz? – zapytała Kate, lekko szturchając swoją przyjaciółkę – Płaczesz?
               Amy wyprostowała się, rzucając przyjaciółce jedno z tych swoich znudzonych spojrzeń.
-A mam powód do płaczu? – zapytała, patrząc na nią z zaciekawieniem. Głos w jej głowie podjudzał dziwne uczucie w jej sercu. Przez chwilę miała wrażenie, że Kate wie o wszystkim… Ale skąd? Przecież nikt nie wiedział o sytuacji z Danielle. Nikt prócz Amy i Liama.
-Nie wiem. Mam wrażenie, że nie mówisz mi wszystkiego – westchnęła Kate, strzepując niewidoczny pyłek ze swoich spodni. Grymas poczucia winy przeszedł przez twarz Amy, a jej serce ścisnęło się z żalu. Chciała powiedzieć jej wszystko, ale to brzmiało tak niedorzecznie… Danielle wyglądała na cudowną, kochaną osobę. Nikt kto poznał jej prawdziwe ja, nie uwierzy w tą dziwną historię.
-Mówię ci wszystko, słońce – skłamała niebieskooka, nachylając się lekko w lewą stronę i obdarzając swoją przyjaciółkę mocnym uściskiem. Blondynka odwzajemniła go, ale Amy wyczuła dystans między nimi.
-Coś się zepsuło Amy, dobrze o tym wiesz. Obie to czujemy – pokręciła głową Kate, wyswabadzając się z uścisku przyjaciółki. Wstała z krzesełka i poprawiła swoją koszulkę.
-Kate, ja… Nie mogę, nie teraz, proszę cię – wyjąkała niebieskooka, kręcąc głową.
-Wiesz co, ja po prostu mam tego po dziurki w nosie. Zawsze coś. Amy jest zła, Amy jest smutna, zdołowana, Amy się zaćpała. Chodźmy, pomóżmy jej! Latajmy koło niej jakby była jakimś pępkiem świata! Robię wszystko, żebyś nie czuła się tak samotna bez babci i mamy. Ale nawet ja tracę swoją cierpliwość, kiedy po raz setny nie chcesz mi o czymś powiedzieć. Nie będę za tobą latać, skoro tego nie chcesz.
               Brunetka rozchyliła usta, poruszona słowami przyjaciółki.  W tej chwili chciała powiedzieć wszystko, co działo się złego, ale tak naprawdę nie mogła, nie potrafiła. Lepiej było, gdy nikt nie wiedział, nikt się nie użalał. Mogła więc tylko siedzieć i patrzeć jak Kate odwraca się na pięcie i odchodzi na drugi koniec hali.
-I to wszystko? Tak właśnie o mnie myślisz? – krzyknęła poprzez coraz większy tłum ludzi. Blondynka odwróciła się w jej stronę i wzruszyła ramionami. Jej usta wyszeptały bezgłośne „Mam dość”. Amy skinęła głową, zaciskając zęby. Przymknęła oczy, wciągając powietrze. Podniosła się z krzesła i wyszła z hali, by zaczerpnąć świeżego powietrza.
               Ostatnia informacja jaką usłyszała to, że chłopcy wylądowali szczęśliwie 10 minut przed czasem.
*
               Zarzucił swoją torbę na ramię. Jedyne czego teraz pragnął to gorący prysznic i kieliszek wina. No i oczywiście Amy u swojego boku. Rozejrzał się po hali odlotów. Mnóstwo nieznanych twarzy i jedna znajoma. Twarz Kate. Blondynka z rozmachem wpadła na swojego chłopaka, obdarzając go jednym z tych zawstydzających pocałunków, gdzie wszyscy odwracali wzrok.
-Amy nie przyszła? – zapytał, gdy Harry w końcu postanowił puścić swoją partnerkę. Blondynka posłała mu ponure spojrzenie.
-Była, ale się zbyła – mruknęła, niezbyt przyjaźnie. Liam spojrzał w bok, prosto w czekoladowe oczy Zayna. Malik uniósł brew, jednocześnie spoglądając na Kate.
-Co masz na myśli, mówiąc „zbyła się”? Coś się stało? – zapytał Liam, obdarzając blondynkę pełnym niepokoju spojrzeniem.
-Nie wiem, zejdź ze mnie. Szukaj jej na własną rękę – wywróciła oczyma Kate. Harry zmarszczył czoło, przyglądając się jej badawczo.
-Pokłóciłyście się – bardziej stwierdził niż zapytał.
-No i co w związku z tym? Sama sobie poszła, przecież jej stąd nie wyrzuciłam – burknęła pod nosem. Liam westchnął cicho, w tym samym momencie co Harry wywrócił oczyma.
-Pójdę jej poszukać, zadzwonić do niej, cokolwiek… - mruknął Liam, odłączając się od grupki przyjaciół. Machnięciem ręki dał znać jednemu z ochraniarzy, żeby przestał za nim iść.
               Wyszedł przed lotnisko i natychmiast pożałował, że to zrobił. Spojrzał za siebie, dziękując w duchu sobie i chłopakom, że zatrudnili tak upartych ochraniarzy, którzy nie dawali się odprawić z kwitkiem.
-Dziewczęta, odpuśćcie, Liam jest zmęczony – powiedział mężczyzna po jego lewej stronie. Liam uśmiechnął się przepraszająco do tłumu, jednocześnie uciekając wzrokiem na boki, gorączkowo poszukując swojej dziewczyny.
               Ze strony tłumu posypały się wyznania miłości, jego imię krzyczane kilkakrotnie oraz rozkazy, by wypoczywał. Uśmiechnął się po raz kolejny w stronę tłumu, po czym prześlizgnął się przez nie, szukając Amy.
               Stała, oparta o średniej wysokości murek. Piętą jednej nogi wystukiwała na betonie jakiś rytm. W prawej dłoni trzymała papierosa, który raz za razem wędrował do jej malinowych ust.
               Wystarczyła chwila, by zorientował się jak źle wpłynęła na nią kłótnia z Kate.
               Nawet nie dbał o to, że tłum dziewcząt obserwuje go bacznie. Po prostu podbiegł do swojej dziewczyny i rzucił torbę na ziemię. Wyciągnął papierosa z jej dłoni, wyrzucił go i zdeptał swoim butem.
-Słyszałem coś o rzucaniu palenia... Kim jesteś i co zrobiłaś z Amy? – zapytał, mrużąc lekko oczy. Dziewczyna pokręciła głową i mocno się w niego wtuliła, nie wydając z siebie żadnego dźwięku – Zepsułaś mój plan bezczelnego macania twojego tyłka – mruknął jej do ucha.
               Podziałało. Amy parsknęła śmiechem.
-Odsuń się na kilka metrów – rozkazała cicho. Liam wykonał jej polecenie, patrząc na nią z uśmiechem.
               Tym razem to ona puściła się biegiem, choć kilka razy wolniejszym. I wskoczyła mu w ramiona, pozwalając by mocno ją złapał. Objęła go nogami w pasie, a dłonie położyła na jego ramionach.
-Lepiej, skarbie? – zapytała, mrugając kilkakrotnie niczym kobieta, próbująca uwieść cudzego mężczyznę. Liam uśmiechnął się i pocałował ją na powitanie. Długo i czule. Wyczuła w tym pocałunku tęsknotę pomieszaną z ulgą.
-Tak się cieszę, że wszystko w porządku – wyszeptał do jej ucha, cały czas trzymając ją w swoich ramionach, choć jego dłonie przesunęły się wyżej niż wcześniej.
               Po chwili Liam postawił ją na ziemi, łapiąc ją za dłonie. Amy spojrzała na niego, mrużąc lekko oczy. Widziała jakiś genialny pomysł na jego twarzy, tylko nie potrafiła go rozgryźć.
-Mów, o co chodzi.
-Co? – bąknął zdziwiony Liam.
-Nie udawaj – wywróciła oczyma Amy. Liam uśmiechnął się szeroko.
-Wyjedźmy.
-Co? – wydukała brunetka. Liam wzruszył ramionami.
-Wyjedźmy. Tylko ty i ja. Na jakiś czas, odpocznijmy. Za godzinę mamy wylot.
-Ale ja nawet nie jestem spakowana!
-Kate cię spakowała wczoraj. Twoja torba jest w jej aucie.
-Liam…
-Proszę – chłopak spojrzał na nią błagalnie. Amy wzięła głęboki oddech, nie wierząc w ten idealny plan chwilowej ucieczki. Skinęła głową, nie mając innego wyjścia.
-Okej, wyjedźmy więc.



Och, no weźcie komentujcie. To dla mnie wiele znaczy. Ja siedzę i piszę dla was tyle czasu, a wy sobie tylko wchodzicie, czytacie i idziecie. :(

11 komentarzy:

  1. omg, jakie cudowny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  2. "wyjećmy więdz" hihihi.
    Ok. Twoja praca nie idzie na marne, bo ty siedzisz i piszesz rozdział, a ja siedzę i piszę komentarz c: A więc. Podoba mi się. Trochę się przestraszyłam na to, co Amy zobaczyła na drzwiach, ale cieszę się, że nic jej się nie stało i Dani nie zaatakowała bohaterki. Pomysł z wakacjami, zorganizowanymi przez Li jest bardzo ciekawy, tylko co się tam wydarzy i jaki plan ma chłopak? O ile w ogóle jakiś ma?
    Czekam na dwunasty <3
    rckinlou

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohh god kocham twojego blogaa... tak naprawde nigdy chyba jeszcze nie komentowałam tego opowiadania, ( za co przepraszam) ale serio doceniam twój wysiłek ten blig jest cudowny ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Skąd ja to znam z tymi komentarzami xD To naprawdę potrafi irytować. Napracujesz się, napracujesz i czytelnicy nawet się nie ujawnią. Szlak jasny trafia człowieka.

    ♥♥♥ - wyraża więcej niż tysiąc słów :*
    Czekam na kolejny ;3
    I zapraszam do siebie :) niedługo ukaże się nowy rozdział :)
    http://believe-for-destiny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli oświadczy jej się na tych wakacjach to będę w siódmym niebie!! <3 Uwielbiam tą parę, są tacy uroczy.
    Serce mi stanęło na wieść o przerażającym napisie na drzwiach. Nie powinna tego jednak ukrywać, bo może się to obrócić przeciwko niej.
    Co do Kate, w sumie jej się nie dziwię. Wyraźnie czuje, że coś jest nie tak, że przyjaciółka ją okłamuje i chciałaby wiedzieć co się dzieje żeby jej pomóc. Myślę jednak, że zbyt impulsywnie zareagowała i nie powinna używać tak ostrych słów w stosunku do niej. Mam nadzieję, że się pogodzą :)
    Oczywiście stęskniony pocałunek Liama i Amy wzruszył mnie bardzo :)
    Całuję <3
    [gotta-be-you-darling]
    @Gattino_1D

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny! Ciekawe gdzie wyjadą! Czekam na następny! Weny życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny !!! Czekam nn ;*
    Xoxo @JustynaJanik3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny rozdział. Czekm z niecierpliwością na kolejny~ @onlyxbelieve

    OdpowiedzUsuń
  9. co tu dużo mówić/pisać, rozdział genialny, blog genialny, postacie genialne, wszystkp genialne :) @pączek

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialny pomysl z tym wyjazdem!! Super!

    OdpowiedzUsuń
  11. Po pierwsze - Jezu, Amy, serio? Przychodzisz do domu, zastajesz TAKI napis na drzwiach, po czym najspokojniej w świecie idziesz pod prysznic, NIE ZAMYKAJĄC DRZWI? Lubię Cię, ale chyba powoli zaczynam wątpić w Twój instynkt samozachowawczy, koteczku, wybacz. Wiem, że to miał być jakiś element grozy, ale kurde, takie horrory to nie dla mnie :D
    I co chodziło Harry'emu? Jakiej pomocy? Ucięłaś w takim miejscu, że nie wiem, czy chce mi się oświadczyć, czy co, hehe :D WYSTARCZY POPROSIĆ, HAZZ, SERIO :P
    I ta kłótnia z Kate... W sumie ni dziwię się dziewczynie, Amy naprawdę dała jej sporo powodów do nerwów, chociażby pierwsza akcja z brzegu - zaćpanie się. No cholerka, absolutnie rozumiem jej złość, zwłaszcza, że wiele rzeczy zostało przez nią zatajonych. Nie wiem, czemu, ale mam dziwne wrażenie, że Stylesowi jednak chodzi o Kate i czekam na potwierdzenie swoich przypuszczeń.
    I CHCĘ WIEDZIEĆ CO SIĘ WYDARZY NA WYJEŹDZIE. Swoją drogą, Liam, przypunktowałes. Liczę, że będziesz człowiek i dasz trochę pikanterii, misia. Kocham <3

    OdpowiedzUsuń