sobota, 5 kwietnia 2014

13.

               Brunetka ze zrezygnowaniem opadła na łóżko. Podsunęła się lekko w górę i wlepiła swój wzrok w sufit. Liam chodził po apartamencie w tę i z powrotem. Robił tak od dwóch minut. 
-Przestań tak chodzić, wydepczesz ścieżkę w podłodze – mruknęła, przymykając oczy. Chciała zniknąć, odpłynąć i mieć spokój.
-Nie rozumiem… Jak mogłaś mi nie powiedzieć? Myślałaś, że jak zetrzesz ten pieprzony napis, to co? Sprawa zostanie zamknięta?! 
               Amy zacisnęła usta, nie odpowiadając na jego pytania. Jego kroki ustały. Mówił do niej, cały czas robiąc jej wyrzuty. Jaka to ona jest nieodpowiedzialna, że nie mogą teraz wrócić do Londynu, bo przecież JEJ może się coś stać. 
-Nie obchodzi mnie to, Liam. Chcę wrócić do Londynu, ogarnąć moje mieszkanie i żyć normalnym życiem. Nic mi się nie stanie, uwierz. Straszyć też potrafię. Poza tym, gdyby ktoś zechciał zrobić mi krzywdę, już dawno by to zrobił. 
-Nie wracamy. Nie ma takiej opcji.
-Liam, do jasnej cholery!
-CO? 
               Amy wstała z łóżka i rzuciła mu rozwścieczone spojrzenie.
-Dlatego właśnie ci nie powiedziałam. Bo wiedziałam, że będziesz koło mnie skakał, schowasz mnie w jakiejś dziurze i każesz w niej siedzieć, dopóki „zagrożenie” nie minie! 
-A co innego mam zrobić?! – Liam stał z zaciśniętymi pięściami – Może gdybyś powiedziała mi od razu, siedzielibyśmy teraz na plaży, kompletnie pozbawieni chorych psychopatek! 
-Przepraszam bardzo, ale ta psychopatka nie była moją byłą dziewczyną – warknęła, wyciągając spod łóżka walizkę. Przyniosła z łazienki swoje kosmetyki, zebrała wszystkie swoje rzeczy i po kolei je spakowała. 
-To nie moja wina, dobrze o tym wiesz.
-Moja też nie. Chcę wrócić do mojego mieszkania. Nie podoba mi się tutaj. Po prostu zarezerwuj mi miejsce w samolocie i odpuść. 
               Zasunęła zamek w walizce, po czym postawiła ją na ziemi. Zabrała z krzesła swoje jeansy i biały, zwiewny top z nadrukiem. Przebrała się w łazience. Związała włosy w wysokiego kucyka i wróciła do sypialni. 
               Zastała tam Liama, który również pakował swoją walizkę. Nie spojrzał na nią, gdy przystanęła tuż obok niego. 
- Gdybyś był z Danielle, byłoby prościej, nie? – uśmiechnęła się ironicznie – O której mamy lot?
-O co ci chodzi? – Liam gwałtownie zamknął swoją walizkę – Co mi próbujesz powiedzieć? Że stoję za tym wszystkim?! 
               Brunetka wzruszyła ramionami.
-Sam to powiedziałeś. 
*
               Stanowczo zaprzeczyła, gdy Liam chciał ją odprowadzić do mieszkania, ale tak właściwie to nie miała nic do gadania. Dlatego została odeskortowana prosto pod drzwi swojego azylu, do którego ktoś niedawno się włamał. 
               Jakież wielkie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że klucz nie pasował do zamka. 
-Co jest – mruknęła pod nosem. Nacisnęła klamkę i pociągnęła ją w swoją stronę, ale drzwi nie drgnęły nawet o milimetr. 
-To na pewno twoje drzwi? – zapytał Liam. Brunetka przymknęła na chwilę oczy, opanowując zdenerwowanie.
-Nie, wiesz? Pomyliłam mieszkania, bo przecież mieszkam tu od dwóch godzin – warknęła. Liam westchnął cicho, stawiając walizki na ziemi. Amy w tym czasie jeszcze raz spojrzała sfrustrowana na zamek, po czym na jej czole pojawiła się pionowa zmarszczka pomiędzy brwiami. Przed wyjazdem jej drzwi miały inny kolor… Może faktycznie pomyliła mieszkania?
               Odsunęła się kilka kroków do tyłu, sprawdzając numer mieszkania obok drzwi. Wszystko się zgadzało. Co to miało być?
               W tej samej chwili usłyszeli szczęk zamka, drzwi się uchyliły i wyjrzał zza nich zupełnie obcy im mężczyzna. 
-Szukają państwo czegoś? 
-Tak właściwie to ja tutaj mieszkam… - odezwała się Amy. Mężczyzna o włosach koloru jasnego blond zerknął na nią po czym jego twarz rozświetlił uśmiech.
-Proszę wejść – skinął głową, otwierając szerzej drzwi. Brunetka weszła do środka i pierwsze co zrobiła to przystanęła zdumiona. 
               Jej przedpokój wyglądał zupełnie inaczej niż ostatnio. Zamiast komody, stała duża szafa z lustrem. Po lewej stronie od drzwi stał mały stoliczek na korespondencję i klucze. Naprzeciwko wejścia były ciemne drzwi, za którymi była jej łazienka.
-Co tu się stało do cholery? – zapytała, patrząc na podłogę. Zamiast czarnych kafelków, ktoś zamontował tutaj panele. 
-Cóż, remont. Ciężko było, ale daliśmy radę doprowadzić to mieszkanie do porządku – stwierdził mężczyzna, stojący tuż za nią. Amy spojrzała na Liama, kompletnie oszołomiona.
-Kto zlecił ten remont? – syknęła, czując jak krew buzuje jej w żyłach. Bardzo lubiła swój wcześniejszy wygląd mieszkania i nie potrzebowała żadnych nowości. 
-Ja – do przedpokoju wkroczyła zadowolona z siebie Kate – Luke to mój znajomy, więc cena znacznie spadła. 
-Mam pytanie. Czy ktoś cię do cholery o to prosił? 
-Właściwie to nie, ale zawsze mogłam pozwolić, żebyś sama sobie z tym radziła. Rachunek za remont mają wysłać ci mailem czy tradycyjną pocztą? – Kate oparła się o jasną ścianę, uśmiechając się z zadowoleniem. 
-Pocztą. Na adres mojego ojca. Przelew wyślę z Irlandii – warknęła, przejmując swoją walizkę od Liama. Udała się do sypialni. Z ulgą zauważyła, że jedyne co tutaj się zmieniło to kolor ścian i nowy dywan. Wyrzuciła wszystkie ubrania z walizki na łóżko, po czym zaczęła pakować wszystko na nowo.
               W końcu niedługo były święta, a ona zyskała kolejną wymówkę na swoją ucieczkę.
-Ona chciała tylko pomóc… - powiedział cicho Liam, tuż chwilę po tym jak przyszedł za nią do sypialni. Amy spojrzała na niego.
-Wiem. Podziękuję jej później.
-Na pewno chcesz lecieć do ojca? – zapytał, siadając na łóżku. Złapał ją za dłoń i pociągnął w swoją stronę. Usiadła mu na kolanach, przodem do niego, a on objął ją mocniej w pasie.
-Jeśli już mamy wariować na punkcie tego, że Danielle ma jakieś chore jazdy na moim punkcie, to wolałabym robić to z dala od miejsca, w którym jestem na celowniku – położyła głowę na jego ramieniu, przytulając się.
- Przepraszam, że przeze mnie musisz przez to przechodzić – Liam przyciągnął ją do siebie, mocniej przytulając ją do swojego ciała. 
-Przepraszam, że nic ci nie powiedziałam – szepnęła – Przepraszam, że jestem taka podła dla wszystkich. I za to, że nie widzę nic poza czubkiem swojego nosa.
               Liam pokręcił delikatnie głową.
-Widzisz wszystko poza czubkiem swojego świata. Czasem po prostu każdy potrzebuje skupić się tylko na sobie. Nikt nie ma ci tego za złe.
-Kate ma – westchnęła, odsuwając się od Liama na kilka centymetrów. 
-Nie ma. Zanim wyszła, kazała cię mocno przytulić i powiedzieć, żebyś zadzwoniła do niej, gdy tylko dojedziesz do domu swojego ojca. 
               Niebieskooka skinęła głową, wbijając wzrok w swoje dłonie, które trzymała na brzuchu Liama. Zamrugała kilkakrotnie, pozbywając się słonych kropel z oczu. Kilka z nich nie dało za wygraną i spadło prosto na czarny materiał koszulki jej chłopaka. 
-Nie płacz. Poradzimy sobie z tym, skarbie – szepnął Liam, całując ją w czubek głowy. Amy zagryzła dolną wargę, powstrzymując jej drżenie. Oparła głowę o pierś chłopaka, przymykając oczy. 
-Chciałabym, żeby wszystko było już w normie – wyznała cicho.
-Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo. 
               Amy spojrzała mu prosto w oczy i wstrzymała oddech, gdy zobaczyła, że i w nich lśnią słone łzy. 
-Damy sobie radę, tak? – szepnęła, patrząc na niego z przerażeniem wymalowanym na twarzy.
-Nie pozwolę cię skrzywdzić. 
               Brunetka mimowolnie uśmiechnęła się czule. 
-Kocham cię. Bardziej niż wszyscy twoi fani razem wzięci – wyprostowała się i pocałowała go delikatnie w usta.
-Bardziej? – uśmiechnął się, kładąc dłonie na jej plecach.
-Mhm – wymruczała, również się uśmiechając. Ich nosy delikatnie się ze sobą zetknęły. Amy przymknęła oczy, oddychając miarowo. Przy Liamie wierzyła, że wszystko będzie dobrze.
               Jak później miała się przekonać, wiara była matką idiotów. 
*
               -Jesteś pewna, że nie chcesz, żeby ktoś odwoził cię na lotnisko? – zapytał Liam, podnosząc swoją walizkę z podłogi w przedpokoju. Amy pokręciła głową, opierając się ramieniem o ścianę. Lekko wilgotne kosmyki opadały na jej biały szlafrok. Zimny prysznic działał cuda. A zwłaszcza, jeśli brało się go z ukochanym mężczyzną. 
               Liam postanowił wrócić do swojego mieszkania i dać Amy w spokoju się spakować. 
-Poradzę sobie. Zamówię taksówkę – uśmiechnęła się delikatnie. Liam spojrzał na nią, upewniając się, że zostawia ją w dobrym nastroju.
-Dam ci znać, jak policja już ją zamknie – powiedział. Amy skinęła głową, pochodząc do chłopaka. Pozwoliła, by mocno ją przytulił. 
-Idź już, bo jeszcze zmienię zdanie i zostanę w Londynie – uśmiechnęła się. Liam po raz ostatni pocałował ją czule, po czym odsunął się na krok. 
-Widzimy się niedługo – obiecał, po czym wziął walizkę i wyszedł. Amy zamknęła się od środka, po czym oparła się o drewnianą płytę.
               Nie wiedziała, co zrobić ze swoim życiem. Co prawda miała plan, żeby jechać do Mullingar, ale coś podpowiadało jej, że to nie będzie przyjemny wyjazd. 
               Udała się do swojej sypialni i spakowała jeszcze jedną parę spodni. Cieszyła się, że wszystkie prezenty dla rodziny już kupiła. Miała je wysłać kurierem, bo przecież w tym roku na święta postanowiła zostać w Londynie. 
               Bilet miała zabukowany, do lotu pozostała ponad godzina. Chciała zrobić rodzinie niespodziankę, dlatego nie informowała ich o swoim przyjeździe. 
               Pośpiesznie przebrała się w czarne skórzane spodnie i czerwoną koszulę w kratę. Darowała sobie jakikolwiek makijaż i tak zostało jej niewiele czasu. Spryskała się perfumami, założyła buty, kurtkę. Wzięła swoją walizkę i znalazła klucze, które Kate zostawiła na stole w kuchni. Wyszła z mieszkania, zamykając drzwi. Upewniła się, że są na pewno zamknięte. 
               Zjechała windą na dół, chowając w torebce klucze. Jej dziwne samopoczucie coraz bardziej dawało się we znaki. Chociaż była sama w windzie, czuła się tak, jakby ktoś ją obserwował. 
               Wysiadła na parterze, wysuwając rączkę z walizki. Wychodząc z budynku, wyciągnęła telefon z kieszeni. Wybrała numer i zadzwoniła, by zamówić sobie taksówkę. Kobieta po drugiej stronie oznajmiła, że wyśle kogoś. Kazała jej również poczekać pięć minut. 
               Pięć minut wystarczyło dla postronnego obserwatora. Chwila nieuwagi ze strony Amy była jej kompletną zgubą. Nie zorientowała się kiedy z budynku obok wyszedł postawny mężczyzna. 
               Zbyt niechlujnie ubranego jak na mieszkańca tego osiedla. 
               Minął ułamek sekundy, a już był za nią. Jego silne ramię zacisnęło się pod jej szyją. Duża dłoń zatkała jej usta i jednocześnie przysłoniła jej oczy. 
               Chciała krzyczeć, ale nie mogła. Czuła okrągły brzuch na swoich plecach. Nie mogła oddychać. Wyrywała się. Na próżno.
-Przestań się wyrywać księżniczko – warknął jej prosto do ucha. Głos miał równie obrzydliwy jak i zapach. Wepchnął ją do jakiegoś pomieszczenia, pozwalając by przejęły ją inne, zręczne ręce. Na oczach ktoś zawiązał jej opaskę, ściskając odrobinę za mocno. Jedyne co zdążyła zobaczyć, to wnętrze białej furgonetki, którą wcześniej widziała pod kamienicą.
               Jej usta zostały zaklejone taśmą. Ręce i nogi skrępowane. 
-Jedziemy się zabawić, kochanie – mruknął zupełnie inny głos niż poprzednio. Niewątpliwie należał do osoby płci męskiej. Był dość wysoki jak na mężczyznę, choć daleko było mu do damskiej barwy. 
               Amy krzyczała, ale jej głos skutecznie tłumiła taśma. Jedyne co mogła, to oddychać. Stęchłe powietrze drapało ją w gardło. 
-Przestań wierzgać, bo będę zmuszony dać ci klapsa. A w taki tyłeczek, to tylko przyjemność.
               Brunetka natychmiastowo znieruchomiała. Zrobiło jej się niedobrze. Kim oni byli? Czego chcieli? Przecież nic do cholery nie zrobiła!
               Dwóch mężczyzn wyszło z furgonetki. Ktoś wrzucił do środka coś ciężkiego. Amy mogła to poczuć na swojej nodze. Najwyraźniej to była jej walizka. W jednej chwili gorzko pożałowała tego, że zapakowała tyle rzeczy. 
               Drzwi samochodu zatrzasnęły się z hukiem. Po chwili auto lekko zadrżało. Kolejną minutę zajęło jej zorientowanie się, że ruszyli gdzieś, w nieznanym kierunku. 
               Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała, a serce waliło nerwowym rytmem. Bała się jak cholera, ale nie mogła zrobić nic. Próbowała wyswobodzić się ze sznurków, które ściskały jej przeguby. Niestety nic nie było takie proste, gdy ręce miało się z tyłu. 
               Jechali jakiś czas, który wydawał się dla niej wiecznością. Nie miała żadnego punktu podparcia, więc przy każdym gwałtownym zatrzymaniu się samochodu, upadała na nowo na podłogę. Czuła się okropnie, łzy same spływały po policzkach. Nie mogła kontrolować żadnego ze swoich ruchów. 
               Płakała z bólu. Kolejny raz uderzając głową o coś twardego, czuła, że już nie potrafi dalej utrzymać swojej przytomności. 
               Zamknęła oczy i pozwoliła sobie odpłynąć w sen, z którego obudził ją tylko jeden głos.
               Ten, którego nie chciała już nigdy więcej słyszeć.



Nie mordujcie mnie, bardzo was proszę:(
Po prostu wyobraźcie sobie, że ktoś okrada wasze mieszkanie, a wy spokojnie siedzicie na jakichś super wakacjach, mając kompletnie gdzieś, kto włamał się do waszego miejsca zamieszkania. Nie da się, nie? 
Jak przystało na liczbę 13 - musi być pechowo. To znaczy nie musi, ale zgonię wszystko na tę liczbę! :)
Komentujcie kochane, proszę. To dla mnie bardzo wiele znaczy, a jest was tak niewiele pod rozdziałami, że mam wrażenie, iż już wgl wam to się nie podoba.
Popatrzcie na osoby które informuję,osoby które obserwują tego bloga, a na liczbę komentarzy. To boli no:(
DO ZOBACZENIA!
KOMENTUJCIE!! 

9 komentarzy:

  1. O JEJU :( CZEKAM NA NOWY

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejciu cudowny rozdział!! Tylko czm skończyłaś w takim momencie?! :c z niecierlpiwością czekam na kolejny rozdział x~ @onlyxbelieve

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogli jej porwać. Szkoda że jednak nie zostali na tym wyjeździe tylko wrócili. Liam pomóż jej!
    Cudo x

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny !!!! Czekam nn ;*
    Xoxo @JustynaJanik3

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko kochana! Biedna Amy. Powinna pojechać na lotnisko z Liamem, nie sama. To było bardzo nieprzemyślane ze strony obojga. Rozumiem dlaczego wróciła do Londynu, ale powinna zostać z Payne'm, byłaby przy nim bezpieczna.
    Wprowadziłaś element napięcia i nie mogę się doczekać co będzie dalej! Oby nic poważnego się jej nie stało.
    Całuję <3
    [gotta-be-you-darling]
    [marked-ff]
    @Gattino_1D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny rozdział. Biedna Amy.. Tyle wycierpiała a teraz jeszcze to porwanie.. Kocham Danielle w rzeczywistości ale w tym ff to podła zimna suka!! Kocham xx

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG! Miałam cie skrzyczeć za to ze Amy i Liam wrócili do Londynu ale jak przeczytałam notkę pod rozdziale to jmi przeszło :) Coś ty wymyśliła z tym porwaniem! Jeszcze raz Danielle wkrzywdzi Amy obiecuje za ja zabije! Liczę za szybko ją znajdą i uratują! Z niecierpliwością czekam na następny! Weny życzę! Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale sie dzieje *·* Czekam na nastepny rozdzial :))

    OdpowiedzUsuń