piątek, 20 czerwca 2014

21

Info: 
Zastanawiam się ile rozdziałów do końca. Dwa, a może trzy? Help.

11 komentarzy - nowy rozdział!



Polecam włączyć sobie tę piosenkę do czytania rozdziału:


                -Ja? Dobrze się czujesz? Dlaczego miałabym zostawiać kogoś, kogo kocham? – brunetka zgasiła niedopałek i wrzuciła go do kosza na śmieci.
-No przecież twój ojciec powiedział mu, że wróciłaś do Mike i macie zamiar stworzyć szczęśliwą rodzinkę z tym dzieckiem.
-Mike ma narzeczoną, sądzisz, że rozwaliłabym jego związek? Poza tym Ronnie ma rodziców, nie mam prawa jej im odbierać.
-To dlaczego siedzicie teraz razem i bawicie się w najlepsze?
-Harry, to ojciec mojego dziecka! Mam prawo razem z nim i Ronnie gdzieś wyjść. Poza tym chyba nie muszę ci się tłumaczyć z tego z kim wychodzę, prawda?
-To ja już nic nie rozumiem.
-Liam był u mnie i powiedział mojemu ojcu, że nie ma czasu na związki, bo trasa jest dla niego ważniejsza. Co mam ci więcej wyjaśnić?
-Liam mówił, że…
-Widocznie cię okłamał – brunetka wzruszyła ramionami i jej wzrok padł na Malika siedzącego naprzeciwko nich, po drugiej stronie ulicy. Ciężko było go rozpoznać pod tym kapturem – Zayn tu jest?
-Wszyscy tu jesteśmy. Przyjechaliśmy odpocząć do jakiegoś domku, który Niall kupił rok temu.
-Czyli, że…
-Tak, Liam też tu jest. Siedzi w samochodzie i pewnie zastanawia się, czy tu podejść.
                Amy nieśmiało pomachała w kierunku Zayna i uśmiechnęła się, kiedy Malik puścił do niej oczko. Przynajmniej on nie był na nią wściekły.
-W takim razie powiedz Liamowi, że mógł mieć na tyle odwagi, żeby zerwać ze mną nie przez pośredników. Nie mam nic więcej do powiedzenia.
-Ale on z tobą nie zerwał!
-Tak, a mój tato wymyślił sobie bajeczkę, żebym znowu dostała po dupie. Jaki w tym cel, Harry?
-Amy mówię ci, coś tutaj nie gra.
-No cóż, to nie koncert żeby wszystko grało. Czasem się coś psuje. A ja już nie mam zamiaru się przejmować. Co było to było. Odezwiesz się jeszcze?
                Brunetka wstała, podpierając się o kulę. Harry wstał i chciał jej jakoś pomóc, ale pokręciła głową.
-Nie mam twojego numeru, pamiętasz?
-No tak. Daj telefon – Harry podał jej urządzenie i Amy wystukała ciąg liczb, które razem tworzyły jej numer telefonu – Będę czekać na jakąś wiadomość.
-Amy… Porozmawiajcie jeszcze. Przecież żadne z was nie chciało tego rozstania.
-Harry, skoro ja z nim nie zerwałam, a dotarła do mnie wiadomość, że nie chce ze mną być to o czym mamy rozmawiać? O pogodzie? Miło było cię zobaczyć, cieszę się, że u ciebie wszystko w porządku. W razie czego – wiesz gdzie mieszkam. Zrobię kakao i pogadamy, w końcu się za tobą stęskniłam.
-Amy…
-Cześć Harry – uśmiechnęła się i powoli weszła do środka kawiarni, zostawiając przyjaciela samego. Myśli buzowały w jej głowie jak potrząśnięta cola. Podeszła do stolika i usiadła obok Ronnie uśmiechając się bezradnie.
                Mike położył dłoń na jej dłoni i ścisnął ją delikatnie.
-Wyjaśniliście sobie wszystko?
-Z Harrym? Tak, myślę, że wszystko jest już jasne – powiedziała cicho i wyswobodziła swoją dłoń. Wzięła kubek i upiła łyk gorącej herbaty. Po chwili odstawiła naczynie i zagryzła dolną wargę. Ciężko było, a nawet bardziej niż ciężko.
-A z Liamem?
-Nie widziałam się z nim – wzruszyła ramionami – Poza tym, nie mamy już o czym gadać. Fajnie było, ale się skończyło.
-Nie chciałaś tego wyjaśnić? W końcu nie zrywa się przez osoby trzecie bez powodu.
                Amy spojrzała w oczy Mike’a i zastanowiła się przez chwilę.
-Harry przez chwilę myślał, że to ja zerwałam z Liamem. Dlatego zarzucił nam, że jesteśmy razem. A ty przecież masz narzeczoną.
-Dziwne… - wzruszył ramionami czarnowłosy i upił łyk kawy.
-Wydaje mi się, że Liam po prostu chciał zwalić winę na mnie. Przecież mój ojciec nie zrobiłby czegoś takiego. Zawsze mi powtarzał, że Liam to naprawdę dobry materiał na faceta, więc nie powinnam go nigdy zostawić.
-A co jeśli to Tom wymyślił jakąś historyjkę, żebyś nie wracała do Londynu?
                Amy zastanowiła się nad słowami przyjaciela.
-Pomyśl, Liam przecież tyle zrobił, żeby z tobą być. Był gotów oddać za ciebie życie, troszczył się o ciebie, pamiętam jak przez telefon mówił mi, że jak przyjedziesz to mam nie odstępować cię na krok, bo masz być bezpieczna.
-Rozmawiał z tobą? Kiedy? – Amy zdziwiła się tym wyznaniem. Czarnowłosy wzruszył ramionami.
-Dzień po tym, jak przyleciałaś do Mullingar. Ale powiedziałem mu, że musimy dać ci czas na wrócenie do normalności.
-Czyli co, przychodzenie z Ronnie to sprawdzanie, czy nie ześwirowałam?
- Nie Amy, przychodziłem bo chciałem zacieśnić nasze więzi, a przy okazji sprawdzałem, czy wszystko u ciebie w porządku. Być może twój ojciec wziął to za dobrą kartę i pomyślał, że się zejdziemy. W końcu Liam nie przyjeżdżał, a ja byłem na miejscu.
-Nie no, to jest jakaś bzdura – Amy pokręciła głową.
-Ale ma sens, prawda?
                Brunetka podniosła się z krzesła i zabrała telefon ze stolika.
-Odprowadzisz Ronnie do domu?
-Jasne, leć. Powodzenia.
                Amy skinęła głową i pocałowała Ronnie w główkę. Przytuliła Mike’a i opuściła kawiarnię. Będąc na zewnątrz rozejrzała się wokół w poszukiwaniu czarnego samochodu, który wcześniej stał naprzeciwko budynków. Niestety, nic już tam nie stało. Zawiedziona usiadła na ławce i westchnęła cicho. Widocznie nie było jej dane, by być z Liamem. Cóż, postanowiła to przeboleć. Nawet nie wiedziała, gdzie Niall ma ten domek.
                Po chwili wstała z ławki i udała się w kierunku swojego domu. Była kompletnie zrezygnowana, bo miała jeszcze odrobinę nadziei, że to wszystko się wyjaśni. W końcu do niej dotarło, że nie ma nawet jak walczyć o krótką rozmowę. A przecież była tak blisko wyjaśnienia całego tego rozgardiaszu. Ale nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie zepsuła, prawda?
                Szła powoli po chodniku, rezygnując z podpierania się o kulę. Miała to w nosie, czy potem będzie narzekała na ból w biodrze. Chciała po prostu jak najszybciej znaleźć w swoim pokoju, spakować się i wrócić do Londynu. Jej mieszkanie stało puste, więc przynajmniej miała gdzie wracać. Jedyną kwestią było to, że musiała zarezerwować bilet dla siebie i miejsce dla Batmana. Z resztą powinna sobie poradzić. Ale pierwsze co ją czekało to konfrontacja z ojcem.
                Była niezmiernie ciekawa jak zareaguje na jej wersję wydarzeń, którą usłyszała od Mike’a. Z jednej strony nie chciało jej się w to wierzyć, a z drugiej… Co jeśli jej ojciec faktycznie zaplanował coś takiego? Przecież tak mu zaufała…! Po raz kolejny tego roku zaczęła tęsknić za babcią, przy której wszystko było prostsze. Ale nie mogła mieć wszystkiego. Nikt nie miał.
*
                -Są tylko trzy sypialnie, więc cztery osoby będą musiały spać razem. Oczywiście ja śpię sam, w sypialni na górze. Łóżka są podwójne, więc się zmieścicie dzieciaczki – Niall wyszczerzył się w uśmiechu i wyjął ostatnią walizkę z bagażnika samochodu. Dał znać szoferowi, że może jechać i wziął swój bagaż.
-Tutaj się obejdziemy bez ochrony, ale cały dom jest wyposażony w system, który przywoła ich w pięć minut. Także czujcie się jak u siebie, a ja idę zamówić pizzę. – Blondyn zniknął we wnętrzu drewnianego domku. Liam wziął swoją walizkę i wszedł do środka, od razu odnajdując jedną z dwóch pozostałych sypialni. Zaklepał ją i rzucił bagaż na łóżko. Wcale się nie zdziwił, kiedy Zayn wszedł do środka, by go umoralniać.
-Może pójdziesz pod jej dom? Albo weźmiesz numer od Harry’ego i zadzwonisz?
                Liam zrzucił swoją kurtkę i przewiesił ją przez oparcie fotela.
-Przecież nie chce ze mną rozmawiać. Powiedziała, że nie mamy już o czym gadać.
                Zayn położył swój ogromny wycieczkowy plecak obok walizki Liama. Usiadł na krawędzi łóżka i westchnął cicho.
-Przecież ją kochasz.
-I co mi po tym? Jej ojciec ma jakieś chore uprzedzenia, założę się, że nawet nie pozwoli mi podejść pod ich posesję.
-Amy to mądra dziewczyna. Na pewno nie da sobą pomiatać. Chodź, to tylko kilkaset metrów stąd.
                Liam skinął głową i założył kurtkę. Nie mógł nic innego zrobić, jedynym sposobem na rozmowę była konfrontacja. Zayn wyszedł z sypialni i poszedł do pomieszczenia obok, gdzie był Harry.
                Po chwili Malik wrócił z numerem do Amy i skinął na swojego przyjaciela głową.
-Chodź, przygoda czeka! – uśmiechnął się.
-Nie do wiary, że chce ci się żartować w takiej beznadziejnej sprawie.
                Chwilę później byli w pobliżu domu Amy. Plan był taki, że napiszą do niej wiadomość z telefonu Liama i podpiszą się jako Harry. Przecież nie miała ich numerów, więc to nie stanowiło żadnego problemu. Zayn po kilku minutach stania oznajmił, że idzie odwiedzić mamę Nialla, bo dawno z nią rozmawiał. Liam skinął głową i wyciągnął swój telefon, żeby napisać wiadomość do Amy.
                Brunet stał na uboczu, by  nikt go nie zauważył. Już chciał pisać wiadomość, kiedy jego uwagę przykuła maszerująca z wściekłością Amy. Na ten widok uśmiechnął się, bo zawsze bawiła go jej zaciętość. Postanowił poczekać, aż wejdzie do środka i jej emocje opadną. Miał mnóstwo czasu.
                Usiadł na krawężniku i wbił swój wzrok w ulicę. Nie dbał nawet o to, czy ktoś go zobaczy. Miał chwilę na przemyślenia, ale w głowie miał tylko obraz rozwścieczonej Amy. Zastanawiał się, na kogo była tak wściekła. Bał się, że to on był przyczyną i gdy Amy wyjdzie, to rzuci się na niego z pięściami.
                Ale nie mógł przecież stchórzyć. Odblokował ekran w telefonie i wystukał kilka słów do Amy. Czekał dwadzieścia minut, aż usłyszał szarpnięcie drzwiami frontowymi.
-Jak mogłeś zrobić coś tak podłego? Zrozum, że ja go kocham! To nie jest żadna szczeniacka miłość i Liam nie miał nic wspólnego z tym, co zrobiła Danielle. To nie on był tego przyczyną! Jak wrócę to zamawiam taksówkę i jadę na lotnisko. Mam tego dosyć!
                Trzaśnięcie drzwi frontowych dało Liamowi powód, by podnieść się z krawężnika. Gdzieś w głębi poczuł nagle tą pewność siebie, która uciekła kilka dni temu. Otrzepał swoje spodnie i odebrał połączenie przychodzące od Amy.
-Harry, gdzie jesteś? Czekam na ciebie przed domem, chodź tutaj. Potrzebuję numeru do Liama, muszę z nim szybko porozmawiać.
                Liam uśmiechnął się pod nosem i wyszedł zza rogu. Wszedł na posesję Amy i spojrzał na nią tak, jakby nie widział jej dłużej niż te dwa miesiące.
-Przekażę Harry’emu, ale później – szepnął do słuchawki i przerwał połączenie. Podszedł do brunetki i uśmiechnął się na widok zaskoczonej Amy.
-Ja… Ty… Przecież… To nie jest numer Harry’ego? – Amy wydawała się być zdziwiona tym wszystkim. Mimo to powoli opuściła rękę z telefonem i schowała urządzenie do kieszeni bluzy.
-Co za różnica, kiedy dotarłaś do mnie szybciej niż się spodziewałaś – wzruszył ramionami – Przejdziemy się?
-Wezmę kurtkę… - Amy już chciała się wrócić do domu, kiedy przypomniała sobie o kłótni z ojcem – Dobra, najwyżej trochę zmarznę.
                Liam pokręcił głową i ściągnął swoją kurtkę, którą otulił Amy.
-Ale…
-Mi nie jest zimno. Nie potrzebujesz wsparcia?
-W sensie kuli? Dam sobie radę, ten aluminiowy patyk mnie tylko ogranicza – Amy wzruszyła ramionami, uśmiechając się nieśmiało. Liam skinął głową i pozwolił, by to ona poprowadziła go w jakieś ustronne miejsce.
                Przez pewien czas szli w ciszy, rzucając sobie ukradkowe spojrzenia. Nie było niezręcznie, po prostu żadne z nich nie wiedziało od czego zacząć tę rozmowę. W końcu to Liam zdobył się na przemówienie.
-Więc już wszystko wiesz? – zapytał, spoglądając na jej prawy profil. Amy skinęła głową. Liam w myślach sarkastycznie pogratulował sobie rozwiniętej wypowiedzi.
-Przepraszam, ja… Ja nawet nie wiedziałam, że to mogłoby tak wyglądać. Wiesz, mój ojciec zawsze cię uwielbiał i…
                Amy przystanęła, odrobinę się krzywiąc. Liam domyślił się, że zmęczył ją ten spacer, choć niewiele przeszli. Wcześniej wracała na piechotę do domu, więc może dlatego jej biodro odmawiało posłuszeństwa.
-Usiądźmy – zaproponował Liam, wskazując ławkę kilka metrów dalej. Amy skinęła głową i udała się jak najszybciej w to miejsce. Liam szedł krok za nią, by móc ją wesprzeć w razie czego. Kiedy siedzieli już na ławce, brunetka uśmiechnęła się smutno.
-Widocznie kula będzie musiała mnie ograniczać jeszcze przez jakiś czas.
-Są jakieś powikłania?
-Nie, po prostu miałam nie forsować tego biodra, bo podobno zwichnięcie stawu było poważne. Jakieś uszkodzenie głowy kości udowej, czy coś takiego. I tak jest lepiej niż kilka tygodni temu, także nie mam się czym przejmować.
-Mógłbym ci jakoś pomóc? – Liam położył dłoń na jej udzie, delikatnie je ściskając. Brakowało mu jej bliskości, wolałby mieć ją cały czas przy sobie.
                Amy spojrzała na jego dłoń na swojej nodze i rozważała, czy podziękować za jego pomoc. Wolała jednak mieć go blisko, więc kiedy chciał zabrać swoją dłoń złapała ją pośpiesznie i ścisnęła delikatnie.
-Przepraszam, że nie uwierzyłam w słowa Harry’ego. Naprawdę głupio sądziłam, że mógłbyś mnie zostawić, bo trasa jest dla ciebie ważniejsza.
-Przepraszam, że nie przyjechałem wcześniej i nie dałem ci do zrozumienia, że nie ma nic ważniejszego niż ty.
                Amy skinęła głową, patrząc na ich splecione dłonie. Po chwili ciszy przysunęła się bliżej niego i położyła głowę na ramieniu.
-Przeprosiny przyjęte. – oznajmiła cicho, czując jak jej serce wariuje z radości. Liam objął ją wolną ręką i mocniej do siebie przytulił.
-Tęskniłem za tobą, cholernie mocno – nachylił się i pocałował ją w czubek głowy. Amy odchyliła się odrobinę do tyłu i skradła delikatny pocałunek z jego ust.
-Myślisz, że kiedykolwiek będziemy mogli normalnie żyć? No wiesz, bez tych rozstań. Zawsze coś nam przeszkadza, a mi jest strasznie źle, gdy nie mam cię przy sobie.
-Mogłabyś jeździć ze mną w trasy, wtedy byśmy się nie rozstawali.
-Nie, nie to miałam na myśli. Chodziło mi o to, że będziemy razem tak długo, że założymy rodzinę, a wtedy nikt nam nie przeszkodzi. Chciałbyś?
-Chciałbym – przyznał Liam – Ale najpierw wprowadzisz się do mojego mieszkania, żebym miał do kogo wracać.
-Zawsze będziesz miał do kogo wracać, przecież masz dużą rodzinę – powiedziała Amy, patrząc na niego z dołu. Liam uśmiechnął się, nachylając się i całując ją w usta.
-Ale wolę wracać do ciebie.
-Okej, też wolę żebyś wracał do mnie.
-Okej.
-Okej – Amy uśmiechnęła się szeroko – Kocham cię.
-Nie bardziej niż ja kocham ciebie.




Istna "Moda na sukces" haha

11 komentarzy:

  1. TAK, TAK! SĄ RAZEM ZNOWU!
    Ciesze się bardzo z tego. Jeszcze rodzinę chcą założyć razem?! taaak. :)
    Jak zamieszkają razem to już będzie zajebiście.
    Końcówka strasznie słodka,aw >>>
    Nie ukrywam radości, że Amy dowiedziała się o swoim ojcu co zrobił!
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaaaaaaaak! Są razem!
    Boże Kocham cie za to opowiadanie 1 jak i 2 Cześć! Będzie 3?
    No ja wolę 3 rozdziały!
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cooo? Tyle rozdziałów do końca? Nieeeee ;(
    Nie chcę tego,żeby się skończyło

    OdpowiedzUsuń
  4. A może tak 10, albo 20 tych rozdziałów to końca? haha :)
    Nareszcie są razem! Tak!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej, jak słodko <3
    Nie kończ tego ;p
    To jest piękna 'Moda na sukces' :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Awwww .. *o*

    Wiesz w 1 czesci mialas 42 rozdzialy, czemu tu tak malo?

    OdpowiedzUsuń
  7. Matko nie mam słów żeby to skomentować. Cudowny rozdział i ciesze sie ze są razem @onlyxbelieve

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny jak zawsze, nie mogę doczekać się kolejnego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM
    Jezu, tak strasznie zawaliłam. Nawet nie wiesz, jak mi wstyd, pisząc ten komentarz. Nie chciałabym, abyś myślała, że olałam Twoje opowiadania, bo tak nie jest. Nie chciałabym również, abyś dochodziła do wniosku, że nie umiesz pisać, bo wychodzi Ci to bardzo dobrze - zarówno w warstwie tekstowej, jak i obsadzeniu postaci oraz fabule. Wielokrotnie zazdrościłam Ci sposobu, w jaki oddajesz myśli i tego się trzymaj za każdym razem, kiedy najdą Cię wątpliwości. Naprawdę umiesz to robić :)
    Wracając do treści - Jezu, myślałam, że to ja jestem mistrzynią komplikacji, ale jednak Ty mnie przebiłaś! Serio, tyle się podziało i to w przeciągu ilu? jedenastu rozdziałów mojej nieobecności? Najważniejsze dla mnie jest to, że Liam uratował Amy z rąk tej popieprzonej Danielle (dziwnie mi tak pisać, bo ją uwielbiam, ale no taka jest prawda). Bo naprawdę z drżeniem czekałam na moment, kiedy Peazer da o sobie znać i jak już dała, to mało zawału nie dostałam. Na szczęście nasz superhero się spisał...
    Tylko po to, żeby znowu się spieprzyło, no lol.
    Nie do końca rozumiem motywację ojca Amy. Okay, chce, żeby trochę spędziła czasu w domu, ale jak mógł rozwalać ten cudowny związek? I to na dodatek w taki sposób, powołując się na Mike'a? Jeszcze weźmy pod uwagę fakt, że Amy ma z byłym partnerem dziecko i co otrzymujemy? TOTALNE PIEKŁO. No kurde, na miejscu dziewczyny, gdybym się dowiedziała - a teraz widzę, że tak się dzieje - to chyba wywaliłabym chatę w powietrze.
    Ale z drugiej strony nie rozumiem też Payne'a, który kazał Mike'owi zaopiekować się dziewczyną. Okay, rozumiem, martwi się o nią, ale WEEEEE. Koleś powinien być piekielnie zazdrosny, a Mike - ostatnią osobą, którą poprosi o pomoc. Ale taki to jest ten nasz Liam, zawsze anielski :D
    Cudowne! Czekam na rozdział i CHYBA SAMA ZARAZ JEBNĘ TEN 11 KOMENTARZ, MOGĘ? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cóż, zrobię to - jako podsumowanie powiem, że masz naprawdę cudowne pomysły, dobry styl i zupełny brak podstaw do tego, aby w siebie wątpić. Lubię Twoich bohaterów - oprócz Danielle, ale kto darzy sympatią czarne charaktery? - są dla mnie autentyczni, a to liczy się najbardziej. Mimo, że czasami nie rozumiem ich zachowań, ale swoich własnych też nie, więc nie ma problemu. I LUDZIE, BŁAGAM - KOMENTUJCIE TUTAJ, BO DZIEWCZYNA NAPRAWDĘ NA TO ZASŁUGUJE. Macie czas czytać, a nie chce Wam się napisać nawet pięciowyrazowego zdania? Bez przesady.
    Pozdrawiam i kocham ;*

    OdpowiedzUsuń